czwartek, 18 maja 2017

The Larch Fairy (1)

Ilość postów na blogu w pełni odzwierciedla czas, jaki poświęcam na haft czy rękodzieło w ogóle. Plany były ambitne, ale codzienność pięknie zagrała mi na nosie. Do tej pory drzemki Antosia były moja chwilą oddechu i poświęcałam je głównie na haft. Dla mnie to czas idealny - dzieciak nie usypia w wózku (aż czasem żal pięknej, wiosennej pogody). Drzemkę zalicza na naszym łóżku, w dodatku sypia jak mysz pod miotłą. Tak więc czuję się w pełni rozgrzeszona - sprzątać się nie da, bo samo kręcenie się po pokoju bywa zgubne ;), a odstąpić dalej niż na krok to też niekoniecznie. No same powiedzcie, cóż lepszego można w tym czasie robić niż czytać, szydełkować lub haftować? :) Niestety, ostatnio jakieś te drzemki z przeszkodami i pobudkami a noce zarwane, w dodatku przez ten tydzień przeziębiony starszak nie chodzi do przedszkola. No i na hafcikach też nie sposób się w związku z tym skupić. Albo łapię chwilę snu, albo próbuję jednak po cichutku poskromić stosy prasowania, rozsypanych klocków i inne kurze na szafach.
Ale żeby nie było, że nitki się kurzą a igły rdzewieją powolutku w zeszłym tygodniu zaczęłam haftować pewnego elfika, co to pomieszkuje między modrzewiowymi gałązkami. Póki co mamy elfią twarzyczkę:



A kawałek dalej majaczy już skrzydełko. Ciekawa jestem efektu, bo na skrzydełkach sporo jest krzyżyków haftowanych muliną metalizowaną (na zdjęciach póki co tylko róż i błękit, potem dojdzie jeszcze sporo białego), będą się więc dość mocno skrzyły. Myślę, że na tle zieleni i brązów powinno to całkiem fajnie wyglądać.

Hafcik bardzo przyjemny. Taki na odpoczynek po stresach dnia i nocy :) Wybrałam len obrazkowy 30ct i bardzo jestem z tego wyboru zadowolona. To zdecydowanie mój ulubiony len, krzyżyki ładnie się na nim układają, są fajnie wypukłe i prawie że same się stawiają :) no i oko się zbytnio nie męczy, a z konturami łatwo się uporać :)  Wszystkie backstitche robione są w tym wzorze jednym kolorem, co też jak dla mnie jest sporym plusem.


I to w zasadzie byłoby na tyle mojej twórczości radosnej :)
Pozdrawiam Was mocno!

poniedziałek, 15 maja 2017

Majowa wymianka u Magos...

... czyli o tym, że Mikołaj czasem przychodzi wiosną :)
Dzisiaj będę się chwalić nie wytworami rąk własnych (bo tu nie bardzo jest czym, chyba niedługo to z szuflad będę starocie wyciągać, żeby blogowe pajęczyny odkurzyć), ale moim pierwszym wymiankowym prezentem.

Paczuszka od Jasiowej Mamy dotarła do mnie już dawno, ale że wymianka z nazwy majowa, to nie mogłam pokazać od razu, choć nie ukrywam, że miałam ochotę!
Mikołaj, w osobie pani listonoszki, nadciągnął w czasie drzemki mojej młodszej latorośli, co to łóżeczka własnego nie uznaje i nawet podczas snu nie można go z oka spuścić, więc nie było opcji, żeby paczuchę odebrać osobiście. Na szczęście pani listonoszka kochana jest i widząc mnie w oknie od razu stwierdziła: To co pani Aniu? Robimy jak zawsze? I w ten sposób paczka od Asi wylądowała w mało widocznym miejscu pod płotem, a ja czekałam na właściwy moment, coby po nią pognać :D A że wymiankowej paczki tak szybko się nie spodziewałam, to zachodziłam w głowę, cóż to takiego i już nawet rachunek sumienia zrobiłam, czy nie zamówiłam czegoś przypadkiem ostatnio :))
A w kopercie czekały pięknie zapakowane wspaniałości:


kanwa, wstążeczki, nasionka kwiatów (już wysiane, tyko czekać, kiedy zakwitną :) ), ptaszek na badylku, krem do rąk, słodycze (pudełko po czekoladkach na zdjęciu oczywiście jest już puste), herbatka. A to jeszcze  nie wszystko:


Asia uszyła dla mnie kosmetyczkę z hafcikiem w pięknych, pastelowych kolorach. Coś kiedyś pisała na blogu, że stawia dopiero pierwsze szyciowe kroki, ale wierzyć mi się nie chce ;) Bo kosmetyczka cudna! A to co znalazłam w środku każdą hafciarkę przyprawi o szybsze bicie serducha ;) w końcu która z nas nie kocha mulinek?
Całości dopełniła subtelna karteczka z ciepłym słowem.
Asiu, jeszcze raz z całego serca dziękuję :) Sprawiłaś mi wielką radość!

środa, 26 kwietnia 2017

TUSAL 2017 - kwiecień

"Kwietniu, miejsce daj
idzie miesiąc Maj (...)"

Znacie? Pamiętacie? "Bracia miesiące" to jedna z moich ulubionych książeczek z dzieciństwa! 
Też macie wrażenie, że czas zwariował? Rozpędził się i gna nie wiadomo po co, na złamanie karku. Przecież dopiero co robiliśmy noworoczne postanowienia, a tu  już prawie MAJ? Jak to?! Skąd? :-)
Pisząc o postanowieniach mam przed oczami skrzętnie upchnięte w szafie ufoki i płonę rumieńcem. Ale jakoś nam nie po drodze... Może kiedyś przyjdzie ich czas :) dla mnie haft to przyjemność, odskocznia i relaks, więc nic na siłę. 

Za to w TUSAL-owym słoiczku niteczek przybywa, toteż w nagrodę wyszedł dziś ze mną na wieczorny, szybki spacerek. Tak się prezentuje: 
I w środku:

Pozdrawiam :)
I pięknego majowego weekendu życzę!

niedziela, 23 kwietnia 2017

Luca-S "Hat to Hat" (2)

Chciałam Wam pokazać moje postępy w haftowaniu "ślubnych kapeluszy". Nie są jakieś szczególnie wielkie, za mną trochę ponad 1/5 wzoru. Mam wrażenie, że idzie nieco mozolnie. Niby siedzę nad tym haftem dość pilnie (choć przed świętami z braku czasu odpuściłam go prawie na tydzień), ale nie przybyło jakoś szczególnie dużo. 

Wyszywa się dosyć przyjemnie, głównie dlatego, że we wzorze są spore plamy w jednym kolorze. Nuży mnie jednak trochę kolorystyka, dostaję już oczopląsu, bo kolory tła nie dość, że są do siebie podobne, to zlewają się z kolorem lnu. Nie żebym narzekała, to nie tak :)
Obiecałam sobie, że zacznę nowy hafcik dopiero, jak przekroczę połowę kapeluszowego wzoru. Ale już widzę, że muszę odpocząć i zmienić trochę kolorki. Przygotowałam więc sobie mulinę do haftu, który chodzi za mną już od jakiegoś czasu. Powiedziałabym, że jest wręcz natrętny ;) Otóż kiedyś szukałam wzoru kolejnej kwiatowej wróżki i trafiłam na grafikę "Larch fairy". Przepadłam! A jak okazało się, że jest do tego wzór haftu, to już nie było wyboru.

 Mały elfik-łobuziak miał poczekać na swoją kolej i nie pchać się przed zakochaną parę, co to gości na moim tamborku. No ale czy ktoś kiedyś widział cierpliwego małego chłopca? ;) No i jak tu czekać, skoro rosnący niedaleko naszego domu modrzew to jedno w ulubionych miejsc zabaw mojego synka? W dodatku widzę go co rano z okna sypialni, a gdziekolwiek idę, muszę przejść obok :) Prześladuje mnie więc ten wzór, bo ile razy widzę drzewo, myślę "HAFT!" :D

 Dylemat mam tylko z wyborem materiału. Na początku planowałam Aidę 20ct lub Bellanę, ale chyba dam oczom odpocząć i zdecyduję się na len 30ct. Haft wyjdzie wtedy spory, ale zapewne i tak wyląduje gdzieś w dziecięcym kąciku. A zawsze to milej dla mojego oka, jak na połowie ściany rozgości się elf niż minionek :D
A na koniec chciałam pokazać Wam zdjęcie z dzisiejszego spaceru. Wybieraliśmy się i wybrać nie mogliśmy, bo u nas dziś prawdziwy kwiecień plecień: słońce, ulewy, wichury, deszcz ze śniegiem i grad... Ale udało się wstrzelić w moment między jedną ulewą a kolejnym gradobiciem (choć nie ukrywam, wracaliśmy w sporym pośpiechu). Spacer udany, a mi jedno ze zdjęć zupełnie skojarzyło się z dziewczynkami z wózeczkiem z SALu Chagi... Z tym że u mnie ten obrazek w wersji zdecydowanie męskiej ;)



Pozdrawiam ciepło i wiosennie :))
A, i takie mam pytanko :) nie ma ktoś ochoty na "Podaj Dalej" z mojego poprzedniego posta? Jeszcze jedna paczuszka nie ma adresata, więc zapraszam!

czwartek, 20 kwietnia 2017

Podaj dalej

Jakiś czas temu udało mi się załapać na "Podaj dalej" na blogu Radość Tworzenia. W piątek, tuż przed świętami, Carpediem przysłała mi za pośrednictwem wielkanocnego zająca paczuszkę  :)))
Znalazłam w niej własnoręcznie zrobioną kartkę ze świątecznymi życzeniami oraz frywolitkowe, cudne jajeczko :) a także moc przydasi: kanwy, mulinę, tasiemki, cekiny, przeuroczego, malutkiego zajączka i miniaturowe dzwoneczki. Do tego dwa wydawnictwa z wzorami, kawka, herbatki, oraz cukierki, które zdjęcie nie miały szans się załapać, gdyż mój przedszkolak postanowił "skubnąć tęczy" natychmiast po otwarciu koperty:) Jeszcze raz bardzo, bardzo serdecznie dziękuję :))



A teraz ja chciałabym zaprosić Was do zabawy. 
Dla trzech osób, które jako pierwsze wyrażą w komentarzach chęć, przygotuję drobny upominek. Na wysłanie go mam rok a obdarowane osóbki ogłaszają zabawę u siebie :)
Ktoś chętny? 
Pozdrawiam mocno :)



środa, 12 kwietnia 2017

Fiołkowa pisanka

Witajcie :)

Ależ nam się dzień dziś zaczął! Dzieciaki zaspane i marudzące przy śniadaniu, bieg do przedszkola w strugach deszczu, zapomniany z domu koszyczek (mamo, wracajmy! pani kazała na dzisiaj przynieść!) czyli pilna zmiana kierunku w połowie drogi ;)) I do tego jeszcze odklejony z ranki plaster. Dobrze, że po drodze apteka, a plastry można kupić na sztuki, bo portfel, rzecz jasna, w domu i tylko fartem jakieś drobne w kieszeni :) Panie przedszkolanki na szczęście kochane i wyrozumiałe dla spóźnialskich :D
A więc po porannych emocjach, korzystając z drzemki młodszego potomka i chwili na kawę, wpadam do Was z moim kwiecistym, fioletowym jajkiem. 

Tym razem nie kombinowałam za wiele i wybrałam białą Aidę 20ct. Bardzo przyjemnie mi się haftowało. Jeden kolor muliny i niewielki rozmiar to o tej porze roku same zalety :) Idealne, żeby zabrać na plac zabaw i podłubać choć trochę gdziekolwiek. A i wzór wyrozumiały i wybacza drobne pomyłki. Też tak macie? ja jestem mistrzem chyba w robieniu hafciarskich baboli. Serio, nie wiem, czy cokolwiek, kiedykolwiek wyszyłam w 100% zgodnie ze schematem! 






Myślę, że w przyszłym roku wiosną wrócę do tych wzorków - w końcu kilka ich jeszcze zostało do wyszycia :) marzą mi się te z barankami i zającami. 
Pięknego dnia Wam życzę!
U mnie właśnie wychyliło się nieśmiało słonko :)

środa, 5 kwietnia 2017

Luca-S - Hat to Hat (1)

Jakiś czas temu pisałam, że poszukując wzoru na pamiątkę ślubną, trafiłam na zestaw firmy Luca-S. Urzekł mnie od razu, uznałam, że spełnia wszystkie wymagania (a trochę tego było) a i mojej drugiej połówce się spodobał. Obrazek dość ekhm... spory ;) ale i para młoda wyjątkowo bliska mojemu sercu więc uznałam, że pamiątka może być ciut większa :)
Pole haftu to ok. 160x260 krzyżyków, ale ciężko obliczyć ich faktyczną ilość, bo nie całe tło jest wypełnione. No i nie ma tu backstitchy co znacznie przyspieszy finał :) co prawda, ja z tych co akurat kontury lubią, ale jednak bez nich szybciej, nie da sie ukryć :)
To pierwszy zestaw tej firmy, który kupiłam i zauważyłam, że nie są one chyba u nas jeszcze zbyt popularne. Tym bardziej byłam ciekawa i czekałam na kuriera jak na Mikołaja :D
Co do samego zestawu, to prezentuje się całkiem przyjemnie. Oprócz wzoru i zdjęcia gotowego haftu w jego skład wchodzi Aida 18, mulina i igła. Dołączona mulina to Anchor (dawno nie miałam okazji nią wyszywać, stare zapasy zużywam na hafciarskie maleństwa). Na początku uznałam, że dużym minusem jest to, że mulinę oznaczono tylko symbolami i nie podano numerów. Później doszłam do wniosku, że dla mnie to bez różnicy, jeśli zdecyduję się wyszyć ponownie, i tak dobiorę kolory z palety DMC. Ale mimo wszystko ten brak numerów sprawia, że wzór staje się trochę "jednorazowy".
Bardzo mile zaskoczyła mnie czytelność schematu. Jest czarno-biały, wydrukowany w formacie A3 i bardzo, bardzo czytelny. Rozmiar symboli jest dla mnie idealny. Można sobie zaznaczać, kreślić i wszystko ładnie widać. 
Zmieniłam tkaninę na len 35ct w kolorze kości słoniowej. Lubię haftować na aidzie, nie mam nic przeciwko. Jednak tutaj zależało mi na bardziej eleganckim efekcie. Mam nadzieję, że gotowy obraz będzie wart tych tygodni spędzonych z tamborkiem :) 
Póki co po tygodniu haftowania mam tyle: 
Ze względu na rozmiar haftu i ograniczony czas (co prawda dead line to koniec lipca, ale jeszcze oprawić toto, no i wiadomo jak to bywa, kiedy czasu wydaje się sporo;)) ) podzieliłam sobie wzór co 20 rzędów, - minimum tyle muszę zrobić w ciągu tygodnia. W ten sposób najpóźniej do końca czerwca ślubne kapelusze będą gotowe :) A ja mam cichą nadzieję na machnięcie w międzyczasie czegoś mniejszego, tak dla relaksu :)

sobota, 1 kwietnia 2017

TUSAL 2017 (marzec)

Oj, zapóźniłam się z tusalowym słoiczkiem. W ogóle z internetem nie było mi po drodze ostatnio. Dzisiaj w końcu po nadrobieniu (względnym) zaległości w domu i w zagrodzie zabrałam mój słoiczek-śmietniczek na spacer.
Jak widać pora była już niezbyt wczesna. Młodzież czekała na kąpiel a reszta rodziny dyskretnie przemilczała, co myśli  o kimś, kto wieczorem biega ze słoikiem po sadzie i zdjęcia robi... :D
Pędzę  zajrzeć na Wasze blogi, bo dawno, bardzo dawno mnie tu nie było.

wtorek, 7 marca 2017

Bardzo przekombinowane jajo

Wzorki na te pisanki podobały mi się już dawno. Odstały swoje w kolejce i w tym roku postanowiłam się z kilkoma rozprawić. Póki co dokończyłam jedno. I tu mamy pewien problem :) 

Że schemat sugeruje jeden kolor (co jest w końcu megawygodne), uznałam że tylko cieniowana mulina da mi wymarzony efekt. Takich promyków słonka wiosennego, co to się po obrazku ślizgają :) Potem było już tylko gorzej :) Że jaja dość spore, koniecznie chciałam je wyszyć na drobnej kanwie. Leżała sobie taka jedna w kropeczki i czekała na pomysł. W końcu jaja nakrapiane bywają, to uznałam, że nada się idealnie. 
I tego było już za wiele. Wzór zgubił mi się gdzieś wśród tych wszystkich kropeczek. Jak się tak patrzy na ten hafcik, to trochę nie wie człowiek, gdzie kura a gdzie kropka, że o tych motylkach i kwiatuszkach nie wspomnę. 
Cieniowana mulina podoba mi się w tych wzorkach dalej, kolejną pisankę  też nią wyszywam, ale w fioletach na białej kanwie, dla odmiany :) Tylko że poszłam po taniości i użyłam Ariadny. Nafukałam się, namarudziłam, rąk o mało nie załamałam. Oj, lekko nie było. Nie, żebym w ogóle stroniła od rodzimych nici :) zwykłej muliny nie darzę jakąś miłością szczególną, ale zdarza mi się sięgać. Nie często, ale jednak. Być może te cieniowane nici są słabsze, bo po prostu mi się przecierały, o plątaniu to już nawet nie piszę. Ale ilość pozrywanych nitek na takie jajuszko małe była pokaźna ;)

Pierwotny plan był taki, że hafciki (a miało być ich trzy) zwisną w ramkach. Teraz nie jestem już tego taka pewna, ale do Wielkanocy coś wymyślę. Jedno jest za to pewne: hasłem dekoracji wiosenno- wielkanocnych będzie UMIAR :D (i dlatego też jajko nie dość, że niezbyt skromne, to jeszcze w skubniętych dziecięciu cekinach pozuje, a co :D )

poniedziałek, 27 lutego 2017

TUSAL 2017 (luty)

Ani się człowiek obejrzy, a tu już zleciał luty :)) Przez 2 dni z rzędu nie udało mi się opublikować posta, więc dziś zerwałam się skoro świt i tym sposobem udało mi się pokazać mój nitkowy słoiczek jeszcze w lutym.

A jak zajrzymy do środka...


Cóż :) było prucie. Stąd tyle długaśnych niteczek. A że słoiczek zawsze pod ręką to napchał się też tym co się zmarnowało. 
Cała zabawa przez to, że próbowałam po raz pierwszy swoich sił na plastikowej kanwie. Haftowało mi się z początku fatalnie. Jednak plastik to samo sztuczne, nie to co len czy bawełna, oczy zmęczyłam bardziej niż przy 20ct :// no i najpierw się namęczyłam, potem zaczęło jakoś iść, no a potem okazało się, że przesunęłam wzór. A wzór maleńki, bo to zakładka, w dodatku kolorów mało. No nic, zakładka powstanie bo musi, wszak dziecię w potrzebie :-) Nigdy nie wie, przy którym Ninjago skończyliśmy lekturę (żadna byle-zakładka nie jest godna, żeby zagościć między kartkami) a my też  nie wiemy, bo nam się w jedno zlewa cała ta klockowa masa :D Tak więc kanwa leży, a ja zabieram się jak pies do jeża. 
A, i jeszcze nad ufokami podłubałam, ale nie na tyle, żeby się zaraz chwalić. Z jednego zrezygnowałam definitywnie (kalendarz z bukiecikami kwiatków), bo znalazłam kilka błędów w moim wyszywaniu sprzed lat, w dodatku nie pasowały mi kolory (jaskrawe, jakieś niedopasowane, choć wszystkie z klucza) i ogólnie efekt był dość toporny. Więc po uczciwie spędzonym nad tym wzorkiem wieczorze, uznałam, że szkoda pracy. 
Niezbyt twórczy hafciarsko był u mnie luty. Ale widać, tak musi czasem być :)
I już nie marudzę, tylko z kawką rozsiadam się na Waszych blogach, tak na miły początek dnia :)

środa, 22 lutego 2017

Snowdrop Fairy (2). Finał

Uff :) Jest! Skończona, ale jeszcze  nieoprawiona. Póki co moja przebiśniegowa wróżka doczekała się w końcu kilku zdjęć. Nie dość, że skończyłam później niż planowałam, to jeszcze zbierałam się z obfotografowaniem jej kolejnych kilka dni. 



Zdjęcia w wiosennej oprawie - tak na przekór szaro-burościom za oknem. Ale w końcu wiosna już za pasem :))


Liczyłam, że uporam się szybciej z tym hafcikiem (wszak wielkością nie grzeszy), ale zebrało się kilka okoliczności, które skutecznie odciągnęły mnie od tamborka. Nie, żebym nie robiła nic robótkowo-nitkowego :) W międzyczasie popełniłam strój pingwinka, bałwanka oraz kocie łapki z filcu (tak, tak, Dzień Kota też obchodzono w przedszkolu) oraz wyprawiłam szóste urodzinki (jak to się dzieje że ten czas tak pędzi? toż to roczek był niedawno!). 
Ale głównym winowajcą był śpiwór do spacerówki, który uparłam się uszyć. Moje krawieckie umiejętności są w zasadzie bardziej niż podstawowe, więc sam pomysł uszycia czegoś bardziej skomplikowanego niż kwadratowy kocyk (bo taki mi się już przydarzył) to już trochę jak wysokogórska wyprawa... Coż to były za emocje! śpiworek doczeka się osobnego posta :) Najważniejsze, że jednak powstał i dzieć w wózku nie marznie a mama dorobiła się nowej maszyny do szycia :D 

Sprawdzałam :) w moim ogródku przebiśniegi lada chwila rozkwitną, więc wróżkę skończyłam w samą porę.
A teraz idę na spacerek po Waszych blogach :)



sobota, 28 stycznia 2017

TUSAL 2017 (styczeń)

Zapisując się na zabawę do Hanulka myślałam sobie, że to przecież kawał czasu do tego końca stycznia. I że do 28.01, to słoiczek już ho! cudnie ozdobiony będzie. Otóż nie jest :) za to został przewiązany na roboczo koronką, bo taki całkiem goły nijak mi nie wyglądał:
 i rzut oka do środka:
Kalendarza pod ręką nie miałam (a ręka była krótka bardzo, bo słoik fotografował się w czasie podłogowej zabawy malucha), za to był datownik w aparacie ;)
Niteczek przybywa, powolutku, ale jednak. Ostatnie tygodnie nie były zbyt intensywne hafciarsko, bo zmiotły nas wirusy. Grypsko położyło do łóżka i nas, i maluchy (całe szczęście, że nie wszystkich na raz). Ale już rodzince lepiej, więc igła i tamborek też powoli wracają do łask. 
I dobrze, bo pomysłów nie brakuje :)

Zdrówka Wam wszystkim życzę! Dbajcie o siebie w ten grypowy czas!

czwartek, 12 stycznia 2017

Snowdrop Fairy (1)

Obrazek zobaczyłam rok temu i to była miłość od pierwszego wejrzenia. Wiosna była już w pełni i nie było specjalnie sensu zaczynać tego haftu, czekałam więc cierpliwie do stycznia.
W weekend moja Przebiśniegowa Wróżka wskoczyła na tamborek, a że robię z doskoku po parę krzyżyków,  to sytuacja wygląda tak:



Właściwie to ciężko mówić o wyglądaniu, bo póki co za przebiśniegi robią metalowe dzwoneczki, a wróżka ulotniła się po angielsku i tylko ślady stóp zostały. Ale obiecała wrócić zanim przebiśniegi zakwitną, więc jakoś to będzie :)

Poszukiwałam ostatnio ładnego wzoru na pamiątkę ślubną. Niby czasu jeszcze dużo, bo uroczystość dopiero w czerwcu, ale wiadomo jak jest :) lepiej zacząć z zapasem bo w międzyczasie przecież niejedno może skusić, a tu jeszcze Wielkanoc po drodze :D Niby sporo tych wzorków w sieci, ale ja mam niestety tak, że jeśli dopiero się rozglądam widzę mnóstwo potencjalnych kandydatów, za to jak przychodzi do konkretów to w każdym znajdę coś, co mi nie pasuje. Tym razem nie było inaczej. Obrazek miał nie być infantylny, miało na nim nie być widocznych twarzy no i nie mógł być samplerem, bo te nie podobają się mojemu mężowi. Wczoraj zdecydowałam się w końcu na wzór Luca-s. Jutro powinnam go dostać i już oczywiście nie mogę się doczekać :) nie miałam nigdy do czynienia z wzorami tej firmy, więc ciekawość jest tym większa. Oj, łapki będą świerzbić!

Pozdrawiam Was mocno :))

środa, 11 stycznia 2017

Xgalaktyczne Candy

Xgalaktyka z ogłasza na swoim blogu Candy. Do zgarnięcia cudne słodkości :) a szczegóły tu. Oczywiście ustawiłam się w kolejkę. Miło móc wziąć udział w takiej zabawie.

poniedziałek, 9 stycznia 2017

Ufokowy Rok 2

Co roku obiecuję sobie, że tym razem to już na pewno dokończę wszystkie porzucone prace. Jaki jest skutek widać w tym poście, ale marzyć wolno a nawet należy. Więc na ostatnią chwilę dołączam do organizowanej przez Kasię zabawy:

A tak wyglądają te moje Ufoki:

1. Rower.
Pięknie pasował mi do tapety w przedpokoju w starym mieszkaniu. A właściwie pasowałby, gdyby miał szansę w tym przedpokoju zawisnąć.
Wzór dalej mi się podoba, ale wietrzę trudności. Otóż zaczęłam go haftować już parę lat temu, i zupełnie, ale to nic a nic, nie przeszkadzało mi, że nie mam wszystkich kolorów. Coś tam znalazłam w swoich zasobach no i wyszło: troszkę Anchora, troszkę DMC, mogła się zaplątać jakaś Ariadna, czym chata bogata po prostu :)... no cóż, nikt nie mówił, że będzie łatwo.

2. Świątynia Wang.

Nie do końca lubię tą kolorystykę. Karpacz lubię, ale nie jest to wielka miłość, bo chociaż ma mnóstwo urokliwych, pięknych miejsc, jest głośny, tłoczny i taki okrutnie straganowy.
Za to miłością wielką oboje z mężem kochamy Karkonosze. A że najczęściej startujemy spod Wangu właśnie, obrazek miał zawisnąć na ścianie i dobrze się kojarzyć. Zamiast tego zaległ w szafie i popadł w totalne zapomnienie.

3. Kartka z kalendarza. Kwiecień.

4. Some Bunny To Love
Zaczęłam go haftować na lnie 35ct. Okazał się zdecydowanie za drobny i porzuciłam króliczego niemowlaka.

5. Toskańskie maki z Rico.
Tu miałam wątpliwości, bo nie wiem, czy się jeszcze lubimy. Zaczęłam BARDZO dawno temu i tak sobie te maki są, ciągle na dnie pudła. Myślę, że jak nie dokończę w tym roku dam sobie z nimi spokój w ogóle.

6. Advent.
Urzekły mnie te skrzatki. Ale jakoś haftu nie dokończyłam. W międzyczasie okazało się, że splot tej lnianej taśmy nie do końca nadaje się do krzyżyków.

7. Wisienkowy wianek.
Ładny, lekki, przyjemny i rozgrzebany. Mam nadzieję, że w tym roku w sezonie wiśniowym będzie już oprawiony. 

8. All Our Yesterdays, chłopiec z psem. 

Odpuściłam sobie, bo przestała podobać mi się kolorystyka. Nie pamiętam, czy coś w tych kolorach zmieniałam na własną rękę, ale zdecydowanie za dużo tu fioletu jak dla mnie. Zastanawiałam się, czy umieszczać ten haft a mojej liście i doszłam do tego samego wniosku, co przy makach - dajemy sobie ostatnią szansę.

10. Trzy maluchy, którym mało brakuje:)
11. Świąteczny króliczek.

12. Mój kolejny Ufok, to wzór z kolekcji Dimensions "Pierzasty przyjaciel Mikołaja". Niestety od przeprowadzki (zakończonej dzień przed wigilią) widzieliśmy się tylko w przelocie. To był haft nad którym akurat pracowałam. Mam tylko nadzieję, że Mikołaj załatwi swoje sprawy i wpadnie mi w łapki odpowiednio wcześnie :) Skoro nie dał się sfotografować, to dokończę go poza konkursem.

Będzie co robić! Nie liczę, że pozbędę się wszystkiego z tej listy, ale starać się będę mocno.
Oprócz tego mam parę dokończonych ale nieoprawionych haftów z zeszłego roku, oraz takich, które czekają na jakieś zastosowanie. Te także zaprezentuję na blogu, jak tyko znajdą swoje miejsce.

Oj, mam czasem wrażenie, że w tym moim haftowaniu to bardziej chodzi o gonienie króliczka, nie koniecznie o samo złapanie :)