poniedziałek, 27 lutego 2017

TUSAL 2017 (luty)

Ani się człowiek obejrzy, a tu już zleciał luty :)) Przez 2 dni z rzędu nie udało mi się opublikować posta, więc dziś zerwałam się skoro świt i tym sposobem udało mi się pokazać mój nitkowy słoiczek jeszcze w lutym.

A jak zajrzymy do środka...


Cóż :) było prucie. Stąd tyle długaśnych niteczek. A że słoiczek zawsze pod ręką to napchał się też tym co się zmarnowało. 
Cała zabawa przez to, że próbowałam po raz pierwszy swoich sił na plastikowej kanwie. Haftowało mi się z początku fatalnie. Jednak plastik to samo sztuczne, nie to co len czy bawełna, oczy zmęczyłam bardziej niż przy 20ct :// no i najpierw się namęczyłam, potem zaczęło jakoś iść, no a potem okazało się, że przesunęłam wzór. A wzór maleńki, bo to zakładka, w dodatku kolorów mało. No nic, zakładka powstanie bo musi, wszak dziecię w potrzebie :-) Nigdy nie wie, przy którym Ninjago skończyliśmy lekturę (żadna byle-zakładka nie jest godna, żeby zagościć między kartkami) a my też  nie wiemy, bo nam się w jedno zlewa cała ta klockowa masa :D Tak więc kanwa leży, a ja zabieram się jak pies do jeża. 
A, i jeszcze nad ufokami podłubałam, ale nie na tyle, żeby się zaraz chwalić. Z jednego zrezygnowałam definitywnie (kalendarz z bukiecikami kwiatków), bo znalazłam kilka błędów w moim wyszywaniu sprzed lat, w dodatku nie pasowały mi kolory (jaskrawe, jakieś niedopasowane, choć wszystkie z klucza) i ogólnie efekt był dość toporny. Więc po uczciwie spędzonym nad tym wzorkiem wieczorze, uznałam, że szkoda pracy. 
Niezbyt twórczy hafciarsko był u mnie luty. Ale widać, tak musi czasem być :)
I już nie marudzę, tylko z kawką rozsiadam się na Waszych blogach, tak na miły początek dnia :)

środa, 22 lutego 2017

Snowdrop Fairy (2). Finał

Uff :) Jest! Skończona, ale jeszcze  nieoprawiona. Póki co moja przebiśniegowa wróżka doczekała się w końcu kilku zdjęć. Nie dość, że skończyłam później niż planowałam, to jeszcze zbierałam się z obfotografowaniem jej kolejnych kilka dni. 



Zdjęcia w wiosennej oprawie - tak na przekór szaro-burościom za oknem. Ale w końcu wiosna już za pasem :))


Liczyłam, że uporam się szybciej z tym hafcikiem (wszak wielkością nie grzeszy), ale zebrało się kilka okoliczności, które skutecznie odciągnęły mnie od tamborka. Nie, żebym nie robiła nic robótkowo-nitkowego :) W międzyczasie popełniłam strój pingwinka, bałwanka oraz kocie łapki z filcu (tak, tak, Dzień Kota też obchodzono w przedszkolu) oraz wyprawiłam szóste urodzinki (jak to się dzieje że ten czas tak pędzi? toż to roczek był niedawno!). 
Ale głównym winowajcą był śpiwór do spacerówki, który uparłam się uszyć. Moje krawieckie umiejętności są w zasadzie bardziej niż podstawowe, więc sam pomysł uszycia czegoś bardziej skomplikowanego niż kwadratowy kocyk (bo taki mi się już przydarzył) to już trochę jak wysokogórska wyprawa... Coż to były za emocje! śpiworek doczeka się osobnego posta :) Najważniejsze, że jednak powstał i dzieć w wózku nie marznie a mama dorobiła się nowej maszyny do szycia :D 

Sprawdzałam :) w moim ogródku przebiśniegi lada chwila rozkwitną, więc wróżkę skończyłam w samą porę.
A teraz idę na spacerek po Waszych blogach :)