wtorek, 6 marca 2018

Luty z Rogatym

Zupełnie na ostatnią chwilę wpadam ze zliftowaną kartką na zabawę u Inki. Haft powstał już jakiś czas temu, ale do posklejania w całość zabrałam się dopiero wczoraj. Wybrałam kartkę Anny (Kartkowe Love):


Mój lift prezentuje się tak:

Haft oczywiście autorstwa Veronique Enginger. Tym razem zdecydowałam się na naturalny len (podobnie jak przy poprzednich haftach z tej serii w rozmiarze 30ct). Wydaje mi się, że pasuje do tych wzorów niegorzej niż biel :) 



Pięknie dziękuję za miłe słowa pod poprzednim postem :) 
Pozdrawiam ciepło :) 



sobota, 3 marca 2018

Kartki na Boże Narodzenie - luty

Kartkowanie z Ulą spodobało mi się bardzo :) Do lutowej-gwiazdkowej mapki powstały dwie karteczki. Pierwsza z haftem:




Druga kartka jest bez haftu, za to gwiazdkę obszyłam ręcznie, więc i tym razem nitka i igła były w użyciu :) 







I obie razem:

Pozdrawiam :) 




sobota, 3 lutego 2018

Pierwsza kartka na Boże Narodzenie i myszor utrapiony

Nie, żeby to pierwsza świąteczna kartka w tym roku, o nie :) To moja pierwsza świąteczna kartka w ogóle :) Pozazdrościłam, że niektóre z Was w grudniu są już zwarte, gotowe i kartek mają cały stosik. Nic tylko słać :) Wstyd się przyznać, ale ja zazwyczaj zaczynam myśleć o kartkach, jak znajduję je we własnej skrzynce na listy... W tym roku czas więc się poprawić :)



Póki co jedna sztuka :) Karteczka według mapki Uli.


Podziwiałam przez cały zeszły rok Wasze kartki, które powstały w ramach tej zabawy i nie mogłam się oprzeć, żeby spróbować swoich sił w trzeciej edycji. Muszę przyznać, że mi, kartkowemu nowicjuszowi, pomysł z mapką podoba się niezmiernie :) Dla mnie to świetna podpowiedź :) Hafcik powstał już jakiś czas temu, a wczoraj wreszcie posklejałam kartkę w całość. 
Zdjęcia zaś cykałam w wielkim pośpiechu, bo były próby demontażu :)


A tu myszor z bliska:


Namęczyłam się trochę przy zwierzaku, bo z rozpędu, w myśl wykorzystywania zasobów z dna pudła, chciałam go wyhaftować na kanwie. Jakoś nie dopatrzyłam się z początku tych wszystkich 3/4 krzyżyków i co tu pisać - szło opornie :) Zamieniłam więc na drobniutki len, którego ścinki zachomikowałam sobie dawno temu. Myszka wychodziła miniaturowa, a ja z gorączką (szkarlatyna, cholerstwo przebrzydłe, do tej pory nie doleczone zresztą) ledwo widziałam, gdzie igłę wbijam. Do trzech razy sztuka. Myszor słusznych rozmiarów powstał ostatecznie na lindzie ;) Oprócz mulin dmc użyłam anchora i ariadny ze starych zapasów, więc haft zgłaszam także do zabawy u Igiełki:


Ponieważ mąż, niby zajęty własnymi sprawami, zerkał jednak na papierowy bałagan z lekkim zaskoczeniem, postanowiłam zasięgnąć opinii :) Stwierdził, że dziwne toto, poza tym styczeń, noc późna, a ja tu haftowaną mysz kleję i gwiazdki pstrokate i jeszcze tłumaczę, że to na Boże Narodzenie. Dobrze, że napisałaś chociaż na jakie to święta, mówi. Ok, myślę sobie, miał się prawo chłop zdziwić. No to pytam, czy wysłałby komuś taką kartkę zamiast sklepowego gotowca. Popatrzył zdziwiony i mówi: Żartujesz? Bez choinki? Bez szopki? Z myszą? :)))
A więc taki to mój niezbyt świąteczny debiut :)


Pozdrawiam :)

środa, 24 stycznia 2018

Choinka 2018 - styczeń

Kiedy w listopadzie z językiem na brodzie nadganiałam kalendarz adwentowy obiecałam sobie, że w 2018 zabiorę się za świąteczne hafty odpowiednio wcześnie. Dlatego nie wahałam się ani przez chwilę, kiedy Kasia ogłosiła zabawę
W styczniu na moim tamborku zagościł mały elfik, który bardzo pilnuje, żeby nie zgubić żadnego listu oraz dwaj mali chłopcy korzystający z uroków zimy:





Wzory dość popularne i ogólnie znane, ale mają dla mnie niesamowity urok. Mnóstwo w nich takiej pięknej, dziecięcej radości :)  Jestem pod wielkim wrażeniem świątecznej książki V. Enginger, więc pewnie jeszcze sporo wzorów z niej zaczerpnę :)
Z haftów powstaną zawieszki, zastanawiam się jeszcze tylko nad ich wykończeniem. Dziś robiłam pierwsze przymiarki i muszę sobie sprawę jeszcze przemyśleć.

Kasiu, pięknie dziękuję, że podjęłaś się organizacji zabawy :) 
Pozdrawiam mocno i lecę podziwiać Wasze choinkowe cudeńka :)

sobota, 20 stycznia 2018

SAL SODA (2)

Dzisiaj pokazuję Wam moją drugą dziewczynkę z SALu u Magos. Tym razem, na specjalne życzenie, zabrałam się za panienkę w błękitach.


Fajne są te kolory sukienki, trochę takie dżinsowe, nic tylko machać igiełką i cieszyć oko. Choć z tym haftem tak lekko i radośnie mi nie było. Gotów do przekazania w dobre ręce miał być w zeszły weekend. Gotów może i był, chociaż końcówkę haftowałam psiocząc i ledwo na oczy widząc. Dopadło mnie choróbsko paskudne i ledwo żyłam. Mąż w rozjazdach i obłożony zajęciami, więc obdarowałam dziadków wnukami, których to w sytuacji, kiedy matka półżywa, energia rozpiera jeszcze bardziej i miałam trochę się podkurować. Zamiast lepiej było gorzej. Dziewczę błękitne czeka więc na swój czas, ciągle nieoprawione, bo tego już nie miałam jak zrobić. Chociaż szaleńcza myśl, żeby się zebrać w sobie i skoczyć szybciutko po ramkę, bo ta pierwotnie planowana z domowych zasobów okazała się nieodpowiednia, przemknęła mi przez głowę ;) Tylko że od poprzedniej niedzieli o wyściubieniu z domu nosa mogłam marzyć co najwyżej. To co wzięłam za początki anginy okazało się... szkarlatyną. Nikomu nie życzę! Fakt, kilkoro dzieci z przedszkola Radka zachorowało, on sam się trzyma i żadnych objawów nie zdradza, ale jak widać zalęgło nam się cholerstwo w domu. Teraz pozostaje liczyć na to, że zaczęło i skończy się na mnie...

Haftując baletnicę pierwszy raz sięgnęłam po białą Lindę 27ct. i jestem zauroczona tym materiałem :) bardzo się polubiliśmy :) niezwykle pasowały mi te równiutkie niteczki. Przyjazna dla oka wielkość krzyżyka też ma swoje znaczenie :)


A tymczasem zmykam pohaftować jeszcze troszkę, bo tydzień pod znakiem chorowania i pakowania, więc na krzyżyki czasu jakoś było mało :)

P.S. Nieśmiało przypominam o moim podaj dalej. Jedno miejsce ciągle czeka :) Ktoś chętny?

Pozdrawiam!


poniedziałek, 8 stycznia 2018

Poświąteczne dziękuję i "Podaj dalej"

Zupełnie o czym innym miało być. Ale skoro dopiero w styczniu zabrałam się za pisanie, to nie będzie przecież o świętach ;)
Za to poświątecznie chciałam podziękować Asi, Karolinie i Agnieszce, że o mnie pamiętały. Takie przepiękne karteczki do mnie przyfrunęły:
...od Agnieszki

...od Asi

...od Karoliny


Jeszcze raz bardzo, bardzo dziękuję :) sprawiłyście mi wielką radochę :)
Ja w zeszłym roku nie zrobiłam ani jednej kartki świątecznej. Za to później, przed świętami, pośród ogólnej bieganiny, strasznie brakowało mi takiego drobiazgu, który można podarować i widać że jest od serca. Jak zobaczyłam karteczki od dziewczyn decyzja zapadła: zapisałam się na zabawy do Uli oraz Kasi i zaczynam działać już :)

Nie będę jakoś szczególnie podsumowywać minionego roku. Prywatnie nie był dla mnie zły, ale niestety dość nerwowy i kilka istotnych spraw nie potoczyło się po mojej myśli. Tak też się skończył. Między świętami a Nowym Rokiem czekała nas kolejna zmiana adresu. Tym razem nieplanowana i dość niespodziewana, bo spowodowana ujawnieniem się pewnej wady mieszkania, które wynajęliśmy zanim nie wylądujemy u siebie. Cóż :) na nudę nie narzekam! Tylko powiem Wam, że dumna byłam z mojego męża, bo słowem nie pisnął, kiedy zaraz po rzeczach dzieciaków (które to pakowaliśmy w pierwszej kolejności), spakowałam mój hafciarski majdan :) Ot, priorytety zostały ustalone.
Robótkowo nie działo się u mnie jakoś szczególnie intensywnie, ale też nie całkiem marnie :) przyznać się Wam muszę, że nie wszystkie ukończone prace pokazałam na blogu. Zdecydowanie muszę się zmotywować i pisać posty regularnie. I to jedno z moich nielicznych noworocznych postanowień :) Rok 2018 przyniesie mojej rodzinie wiele zmian - tak więc nie planuję i nie postanawiam zbyt wiele. Być może wreszcie znowu zamieszkamy w na swoim - tym razem w docelowym miejscu. We wrześniu mój starszak zamieni się w pierwszoklasistę a jego młodszy brat w przedszkolaka. Ja znowu zamierzam pracować, mój mąż również planuje poważną zawodową woltę. Trochę będzie się działo :)
A na dobry początek tak intensywnie zapowiadającego się roku chcę się Wam pochwalić cudną paczką, jaka dotarła do mnie jesienią. Czyli kawał czasu temu. Zgłaszając się do "Podaj dalej" u Agnieszki nie spodziewałam się tak ekspresowej przesyłki.
Znalazłam w niej mnóstwo dających radość drobiazgów :) Dopiero zapisując się na różnego rodzaju wymianki i inne zabawy blogowe odkryłam na nowo, jaką radość dają właśnie takie małe cudeńka wyciągane z koperty jedno po drugim :)
 W paczce od Agi dostałam szydełkowego żółwika, którego natychmiast przechwyciły małe rączki i cudem tylko wydostałam go do zdjęć, malutką dynię (wylądowała w jesiennym wianku) oraz koralikową, delikatną zawieszkę - rozgwiazdę w pięknych niebieskościach. Nie mogę się zdecydować, gdzie ją ostatecznie przywiesić, więc wędruje to tu to tam i cieszy oko, bo spodobała mi się bardzo!

Do tego quillingowa karteczka, notes (skąd wiedziałaś, że do ładnych notesów mam słabość?),  zakładka i indeksujące karteczki.


I jeszcze niteczki, kanwy, świeczki, zapach do szafy i coś słodkiego na deser:

Agnieszko, późno pokazuję na blogu, ale dziękuję Ci jeszcze raz z całego serducha!

A jeśli ktoś dotrwał aż do tego miejsca to zapraszam na "Podaj dalej" :)
Pierwsze dwie osoby, które w komentarzu wyrażą chęć zabawy otrzymają ode mnie (najpóźniej do końca października) paczkę-niespodziankę. Zgłoszenie jest jednocześnie zobowiązaniem do kontynuowania zabawy na swoim blogu.
Kto chętny?
Pozdrawiam mocno :)


piątek, 22 grudnia 2017

Kalendarz adwentowy

Wprawdzie do świąt już tylko dwa dni, ale kalendarz adwentowy dalej cieszy oko :) Mój przedszkolak zaczyna dzień od zjedzenia czekoladki i policzenia dni do Bożego Narodzenia.


Już dawno marzył mi się haftowany kalendarz. Mieliśmy do tej pory wersje z szytymi woreczkami, oklejonymi kolorową taśmą i papierem pudełkami po zapałkach i ozdobionymi kopertami z szarego papieru. Jednak jak wiadomo haft to haft :) wreszcie w tym roku zabrałam się do rzeczy odpowiednio wcześniej i od września leniwie się rozgrzewałam, co by w listopadzie w większym już pośpiechu dokończyć dzieła ;) Chociaż przyznać się muszę, że trzy kalendarzowe obrazki dowieszałam już w grudniu.




 Zastanawiałam się niemal do ostatniej chwili jak wykończyć hafty. Nie chciałam szyć tradycyjnych woreczków. Pierwotna idea była taka, że len nakleję na białe lub naturalne tagi z grubszego kartonu. Ale jak tu umocować łakocie? Wobec tak poważnych wątpliwości głównego zainteresowanego kalendarzem trzeba było wymyślić coś innego. Przywieszone tu i ówdzie cukierki jakoś do mnie nie przemawiały, musiałam więc opracować wersję kieszonkową :) Do tego grudzień pukał do drzwi, więc musiało być szybko i na wczoraj :) Kiedyś, zupełnym przypadkiem, kupiłam spory kawał dość grubego, szarego filcu i na tą okazję był jak znalazł. Kalendarz powstawał na prawdę szybko i z dzieciakiem u nogi, więc nie do końca on równy - wiele działo się metodą "na oko", ale jak wiadomo tu akurat liczy się wnętrze :)


Kalendarzowe obrazki wyglądają na prościutkie i łatwe, ale przyznam się Wam, że w większości z nich ramki dały mi trochę w kość :) Jak już przyszło do haftowania głównego motywu szło jak z płatka. Z tej samej książki autorstwa Veronique Enginger wyhaftowałam jeszcze kilka innych małych obrazków, postaram się je pokazać jeszcze w grudniu. 



 Życzę Wam pięknych, spokojnych, radosnych świąt. W Nowym Roku zaś dużo zdrówka, pomyślności i mnóstwa kreatywnych pomysłów oraz czasu na ich realizację :) Wszystkiego dobrego!

wtorek, 21 listopada 2017

SAL SODA (1)

Korzystając z tego że w domu cisza i internet (!), bo dzieciarnia śpi, a mąż był kochany i modem zostawił, wpadam, żeby szybciutko przedstawić Wam pewną panienkę.

Panienka na tamborek wskoczyła mi nieco znienacka. Nieczęsto mam okazję i ochotę sięgać typowo dziewczęce wzorki. Jednak mam wśród najbliższych pewną małą baletnicę i już dawno chciałam coś dla niej wyhaftować. Kilka wzorków miałam na oku i w planach na bliżej nieokreśloną niedaleką przyszłość - czyli na nie wiadomo kiedy, bo chciałam w tym roku skupić się już tylko na świątecznych haftach :)
Ale jakoś nigdzie nie wpadłam na wzory dziewczynek z tej serii, zobaczyłam je dopiero u Magos. Świetnie pasowały mi do koncepcji, tak więc zdecydowałam się zapisać na SAL. Zawsze to niezła motywacja, jak się człowiek nie zmaga w pojedynkę :)



Na pierwszy ogień poszło dziewczę różowe. Nie mogłam się powstrzymać i wyhaftowałam, jak tylko dostałam wzór, tak więc panienka czeka już troszkę na prezentację ;) Magda nie narzuciła nam kolejności, więc zaczęłam od tej, której poza wydawała mi się najwdzięczniejsza. Do tego wybrałam kanwę w różowe serduszka, którą dostałam kiedyś od Carpediem. Wyszło słodko, aż zęby bolą, ale chyba fajnie ;)

Nigdy wcześniej nie haftowałam wzorów SODA, takie one niby ładne, ale jakoś nie do końca są w moim guście. A tu proszę,  niepodzianka - okazały się tak przyjemne i odstresowujące, że sięgnę pewnie jeszcze po niejeden :) Serio, dawno nie miałam takiej frajdy z haftowania, dosłownie robiło się samo :)

A tymczasem...
... u mnie świąteczne przygotowania w pełni :)
Pozdrawiam :)